Ksiądz Osiński: Stoimy dziś wśród grobów. Każdy z nich kryje jedno życie ludzkie-MojaKruszwica.pl



Tym razem publikujemy kazanie zmarłego 27 lat temu księdza Jerzego Osińskiego przygotowane na 1 listopada. Proboszcz parafii w Sławsku Wielki pozostawił po sobie liczne kazania i myśli filozoficzne na temat otaczającego go świata. 



23 października 1990 roku zmarł ksiądz Jerzy Osiński, proboszcz parafii w Sławsku Wielkim. Po duchowym opiekunie "Solidarności" kruszwickiej  i współzałożycielu Komitetu Obywatelskiego pozostały setki kazań.

Ksiądz Jerzy Osiński wspierał m.in. "Solidarność" rolniczą i pracowniczą. To właśnie u duchownego w bydgoskiej parafii, swoją ostatnią mszę w życiu odprawił ksiądz Jerzy Popiełuszko.

"Postanowiono człowiekowi raz umrzeć"

Każdego roku, na początku listopada, gdy z drzew opadają już ostatnie pożółkłe liście, gdy ptaki przestają śpiewać, a dni stają się szare, ponure i krótkie, gdy życie w przyrodzie zdaje się zamierać - myśli, serca i uczucia każdego człowieka kierują się ku przeogromnej rzeszy tych, którzy odeszli już z tego świata. W dniu tym odbywa się wielka wędrówka ludów-wędrówka na cmentarze. Groby przystrajają się kwiatami i wieńcami, świerkowymi gałązkami, światłami świeczek i lampek.

I w tej niepowtarzalnej scenerii stajemy dziś wśród mogił swoich bliskich dzieci i wnuków, rodzeństwa, rodziców, dziadków, znajomych...

Stoi nad grobem dziecko. Jego beztrosko roześmiane oczy, jego buzia ukwiecona uśmiechem, ręce wyciągnięte do opiekuńczej miłości matczynej bez słów wołają: chcę żyć, cieszyć się, kochać...

Stoją ludzie młodzi. Zapatrzeni w siebie jak w słońce - zakochani. Snują wspólne plany: studia, dobra i ciekawa praca, własne "M-3", cztery kółka. I oni zawsze razem. Szczęśliwi w zmęczeniu i odpoczynku.

Stoją rodzice. Ileż to radosnych trudów i ofiar ponoszą dla swoich pociech. Cieszą się każdym szkolnym sukcesem dziecka, kolejną  piątką i wyróżnieniem. Czują się im potrzebni bogactwem życiowego doświadczenia, potrzebni rodzicielskim sercem, potrzebni miłością znaczoną choćby wieloma nieprzespanymi nocami, złotówkami przeliczanymi na codzienny chleb, książki, ubranie... Żyją dla nich i pragną ich wprowadzić w samodzielność. Pragną być i żyć z nimi. 

Stają dziś nad grobami ludzie starzy. Na głowie siwizna, na czole zmarszczki. Zdają sobie sprawę, że przychodzi jesień życia. Pogodni i wyciszeni cieszą się każdym dniem. I chcą żyć... Jeszcze liczą na coś: na wygraną w "totka", na ciekawe podróże, szczęśliwy los... Pełni jeszcze planów, zamierzeń...

I właśnie dzisiaj spotykam tych wszystkich ludzi tu, na cmentarzu. W przeciwnej scenerii kolorowych dywanów utkanych w zeschłych liści, w migotliwym blasku świec i kaganków, wśród biegli chryzantem, w dusznym zapachy igliwia.

Właśnie dziś się toczy się tutaj modlitewny dialog. Towarzyszy mu szum jesiennego wiatru, które echem niesie żałobne śpiewy i odmawiane głośno "zdrowaśki".

Jedna wielka rodzina, rodzina przedzielona bramą śmierci. Żywi stoją pośród umarłych w ciszy, skupieniu. I często mimo woli cisną się refleksje. 

Śmierć. Na co dzień niechętnie się o niej myśli.Ilu jest takich, którzy nie przyjmują do swej świadomości jej dramatycznej rzeczywistości. Boją się samotnej chwili, aby się im natarczywie nie przypomniała. Boją się ciszy, aby wtedy do nich nie przemówiła  zagłuszają, ją rozmowami, muzyką, decybelami silników swych samochodów, telewizorów, magnetofonów. Barykadują się nowymi znajomościami, przyjaźniami i podróżami. Uspokajają się receptą na długowieczność. Uciekają przed jej obecnością w obowiązki, prace, zabawy. Żyją pozornie beztrosko. A wszystkie te zabiegi są ostatecznie - mimo wszystko - żałośnie bezskutecznie. To nic nie zmieni. Śmierć nieustannie towarzyszy naszej życiowej wędrówce.

"Postanowiono człowiekowi raz umrzeć".
W naszym świecie zakwestionowano  wiele pewników. Tego jednak nie. Przed śmiercią nie uchroni bogactwo, wykształcenie, młodość, nieprzeciętna uroda. Nic. Ona przyjdzie. Niezależnie czy o niej myślimy czy też nie:czy myślimy o niej czy zagłuszamy, czy przygotowujemy się na spotkanie z Bogiem, czy Boga odrzucamy. Przyjdzie niespodziewanie, niepoznana, nieproszona. Przypomni się gazetowym nekrologiem, notatką prasową, wspomnieniem. Może wykradnie tę jedyną, najbliższą osobę...

Stoimy dziś wśród grobów. Każdy z nich kryje jedno życie ludzie. Życie ludzkie. Czym ono jest?

Dwie daty w naszym życiu zanotowane są przez najoszczędniejsze nawet w słowa kroniki. Dwie daty przemawiają do człowieka koniecznością nieubłaganą i nieodwracalną: Pierwszą jest data urodzin, drugą - data śmierci.

Pierwsza-opromieniona radością: nowy człowiek przyszedł na świat. Spełniły się oczekiwania rodziców, przyniosły szczęście, budzą nadzieje... A jednak człowiek musi stanąć nad kołyską dziecka w głębokie zadumie i zapytać z niepokojem: Kim ono będzie? Czy spełni  pokładane nadzieje? Czy nie stanie się czasem dla innych przyczyną smutku i łez? Czy będzie mu sprzyjał pomyślny wiatr? Pomyślny los?

I jeśli nad kołyską można stawiać te pytania, jeśli już tu radość można zmącić smutkiem, to cóż dopiero mówić o owym drugim ważnym dniu życia? O dniu śmierci?

Czy dusza oderwana od ciała przez śmierć osiągnie szczęśliwość wieczną? Czy znajdzie zbawienie? Czy spotka ją Boże miłosierdzie? Czy też może usłyszy straszne, tragiczne, przejmujące stwierdzenie "Idź precz, przeklęty, w ogień wieczny. Idź na stracenie. Idź i cierp. Cierp wiecznie."

Dzień narodzin otwiera drogę życia ziemskiego. Może być ono bardzo długie, lecz ma swoją granicę, swój kres. "Postanowiono człowiekowi raz umrzeć". Dzień śmierci otwiera niekończącą się wieczność. Tam nie ma kresu...

Słusznie ktoś zauważył, że życie ludzkie rozwija się między dwiema kolebkami. Nasza matka kładła nas niegdyś w pierwszą kolebkę i śpiewała o życiu szczęśliwym tu, na ziemi. U kresu życia bierze nas w swe ramiona druga matka-Kościół, wkłada nas w drugą kolebkę - w grób i śpiewa także pieśń o szczęściu, ale tym razem pieśń o szczęściu wiecznym: "Niech Aniołowie zawiodą cię do raju".

Cały ten okres między pierwszą, a drugą kolebką, między pierwszą a drugą pieśnią, między pierwszą a drugą datą człowiek musi wypełnić dobrem, cnotą, uczciwością, wierności Bogu i służbą dla bliźnich.

Bo to wszystko, co było cielesne, ziemskie, doczesne, tak jak ciało rozsypie się w proch. To natomiast, co było złączone z łaską, ocaleje od zniszczenia i trwać będzie na wieki jako źródło szczęścia.

Grób, w którym człowiek znajduje schronienie, staje się próbą życia ludzkiego. Grób - to najważniejszy egzamin naszego życia: egzamin, od którego zależy cała wieczność szczęśliwa albo tragiczna. O tym decyduje chwila śmierci.

Z wielkim bólem, z wielkim żale żegnamy tych, którzy od naszą muszą odejść. Rozpaczamy, chcielibyśmy za wszelką cenę zatrzymać przy sobie drogi osoby. Szukamy najrozmaitszych środków i sposobów, gotowi jesteśmy cały majątek oddać. Ale nie ma takiej siły, która mogłaby odebrać śmierci jej łup. Ci, którzy żyją- umierają.

Śmierć nie jest jednak naszym kresem ostatecznym. Śmierć - to etap, to przejście, to wyjście na spotkanie z Bogiem. 

Śmierć - to zamknięcie czasu, a otwarcie wieczności.
Śmierć - to pożegnanie ziemi, a przywitanie świata nowego.

Można ją przyrównać do zachodu i wschodu słońca. Ten sam zachód, którzy przynosi nam mrok,
ciemności i noc, dla drugiej półkuli staje się równocześnie wrzaskiem i świtem nowego dnia.
Śmierć pogrąża w ciemnościach to, co cielesne, ziemskie i doczesne,ale ta sama śmierć równocześnie
przed tym, co duchowe, nadprzyrodzone, naznaczone łaską, rozpala świt wiecznego dnia...
I tak cała historia ludzkości jest ciągłym rodzeniem i ciągłym umieraniem.

W Jaźwinie na Dolnym Śląśku na wieży zabytkowego kościoła znajduje się ciekawa rzeźba przedstawiająca tajemnicę życia i śmierci. Otóż na posłaniu z kości i piszczeli ludzkich spoczywa niemowlę. Jedną rączką opiera się o ludzką czaszkę.  oczodołów tej  czaszki i stąd, gdzie niegdyś były usta, nos i uszy, wyrastają kłosy dorodnej pszenicy. W drugiej rączce niemowlę trzyma płonącą świecę. U dołu jest napis z Pisma św.: Hodie mihi - Cras tibi" co znaczy "Dziś mnie, a jutro tobie.".Ponad świecą płonącą widnieją inne słowa łacińskie: "Nadzieja życia wiecznego".

Każde nowe życie, tak jak to dziecię, rozwija się i rośnie na posłaniu ze szczątków tych, którzy żyli przedtem. Ale i na to dziecko przyjdzie kiedyś czas, że umrze i kości swoje dołoży do tych, na których teraz spoczywa. Ponad taktem śmierci jaśnieje jednak światło nadziei, nadziei życia wiecznego.

"Zwycięzca śmierci" - w ten sposób określamy Chrystusa w jednej z pieśni wielkanocnych. Tak. On na kartach Ewangelii ukazywał nowe, dalsze perspektywy życia wiecznego. Sam mówił: " Ja jestem Zmartwychwstaniem i Życiem". Zagwarantował wierzącym spełnienie odwiecznych marzeń i tęsknot za nieśmiertelnością.

ksiądz Jerzy Osiński, 1 listopada

Share on Google Plus

About Przemysław Bohonos

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz