Ksiądz Michał Bubacz: W powołaniu było Jezusowe wezwanie: "Pójdź za Mną" [WYWIAD]




Zgodnie z lipcowym dekretem Prymasa Polski, księdza Łukasza Staniszewskiego zastąpił ksiądz Michał Bubacz. Z nowym kapłanem Parafii św. Apostołów Piotra i Pawła rozmawia Mateusz Syryczyński.


Na początku chciałbym spytać, skąd ksiądz pochodzi? Tutaj z naszych Kujaw, czy może z jakiegoś innego miejsca?

Z Wągrowca, miasta rodzinnego ks. Jakuba Wujka – tłumacza Pisma Świętego na język polski. Zrobię przy okazji małą promocję Wągrowca, bo chcę powiedzieć, że miasto słynie m.in. ze skrzyżowania rzek – Nielby i Wełny. Te rzeki się ze sobą nie mieszają, bo zachodzi takie zjawisko jak bifurkacja. A Kujawy są mi bliskie, bo moja mama spędziła tutaj trochę czasu chodząc do szkoły w Inowrocławiu, a niedaleko stąd – w Barcinie – mam rodzinę, więc często tutaj bywam.


Jakie są księdza zainteresowania?

Lubię książki, lubię dużo czytać. Szczególnie historie Świętych, czy też dobre książki przygodowe. Zimą natomiast jeśli tylko czas pozwala to kibicuję naszym skoczkom.



Czy zdradzi nam ksiądz jak to było z powołaniem? Czy ksiądz od zawsze chciał być kapłanem czy to przyszło z czasem?

To jest zawsze długa historia. Zawsze mówię humorystycznie, że ani mi się żaden anioł nie objawił, ani Pan Jezus nie stanął przede mną i nie powiedział „Idziesz do seminarium i koniec”, ale dawał mi jakieś konkretne znaki, czy to przez osoby, które stawiał na mojej drodze, na przykład kapłanów, czy też przez jakieś konkretne wydarzenia, które z perspektywy czasu odczytuję jako to Jezusowe wezwanie: „Pójdź za Mną”.  A czy od zawsze wiedziałem że będę księdzem? Nie. Jak się było małym to zawsze standardowo – strażak, policjant. Później myślałem dość poważnie o tym, aby zająć się jakąś pracą biurową, księgową czy coś takiego, bądź też pracować jako nauczyciel, bo moja mama jest nauczycielką. Można powiedzieć, że jakoś po części się to sprawdziło teraz. Taka myśl poważna  o samym kapłaństwie pojawiła się w drugiej klasie liceum. To był czas kiedy zmarł Jan Paweł II. Krótko po tej śmierci mój katecheta, ksiądz, zaproponował mi, abym został lektorem, aby służyć przy ołtarzu. I to był taki impuls, gdzie się zgodziłem. Będąc wtedy bliżej ołtarza, ta poważniejsza myśl  o kapłaństwie zaczęła się pojawiać.

A jak na tą decyzję zareagowała rodzina i znajomi?

Rodzice się domyślali, ale kiedy im powiedziałem to początkowo i tak było to dla nich duże zaskoczenie, ale oczywiście decyzję zaakceptowali i bardzo mnie wspierali i wspierają do dzisiaj. 
A znajomi? No niektórzy byli bardzo w szoku, a ci którzy mnie bardziej znali się domyślali, ale mówili „no gdzie tam on do seminarium. Nie, nie”. Ale ogólnie pozytywnie.


Jest coś, co szczególnie zapadło księdzu w pamięć z poprzedniej parafii?

Takich rzeczy można by wymienić dużo, bo to była moja pierwsza parafia, czyli pierwsze kroki, które stawiałem na drodze mojego kapłaństwa, pierwsze doświadczenia, czy to z parafii, czy to ze szkoły – liceum w którym uczyłem. Dla mnie jednak takim szczególnie ważnym wspomnieniem, które zapisze się w pamięci do końca życia, to doświadczenie Światowych Dni Młodzieży. Najpierw tego przygotowania i przeżywania w wymiarze miasta Wrześni, ponieważ gościliśmy sześćdziesiąt osób  z Holandii wraz z księdzem biskupem, który z tą młodzieżą przyjechał i dał piękne świadectwo.  A później to doświadczenie, kiedy z młodzieżą pojechaliśmy do Krakowa. Więc przede wszystkim będą to Światowe Dni Młodzieży.

Kruszwica to księdza druga parafia, a czy podoba się tutaj księdzu po tych kilku spędzonych dniach?

Jak najbardziej. Ja lubię jeździć rowerem, więc widzę dużo terenu, który można jednośladem pokonywać, ale musze też przyznać, że cieszę się z bliskości jeziora, które jest w centrum miasta. Tak samo jest w Wągrowcu. On też jest przedzielony jeziorem – Durowskim – i tu widzę takie małe podobieństwo, bo jest gdzie sobie pospacerować. No i oczywiście sama Bazylika, która ma klimat 
i czuć w niej ducha wielu pokoleń, które były przed nami. 

Czy myśli ksiądz o stworzeniu jakieś wspólnoty lub oazy?

Najpierw chcę poznać te istniejące. Pierwsze doświadczenie to będzie pielgrzymka, a później działający tutaj KSM. Potem zobaczymy. Jestem otwarty na propozycje. Jak się będą pojawiały, to będziemy myśleć. 

Wspomniał już ksiądz o pielgrzymce kruszwickiej na Jasną Górę. Będzie to dla księdza wyzwanie, przyjemność, a może jedno i drugie?

Można powiedzieć, że to będzie mój mały jubileusz, bo na Jasną Górę pójdę już po raz piąty, 
a czwarty jako przewodnik grupy pielgrzymkowej. Czy to będzie wyzwanie? Na pewno będzie to troszeczkę nowe doświadczenie, z tego względu, że grupa wrzesińska, którą prowadziłem, należy do grup kolorowych. Kruszwica natomiast należy do grupy promienistej, więc trochę tych różnic jest, ale jestem bardzo spokojny, ponieważ wiele osób, już od moich pierwszych dni tutaj, mnie wspomaga na różnych odcinkach w tym przygotowaniu, łącznie z ks. Maciejem z parafii Św. Tereski od Dzieciątka Jezus, który też pójdzie na tą pielgrzymkę. Również wiele spraw zdążył przygotować mój poprzednik ks. Łukasz. Jestem tym wszystkim osobom bardzo wdzięczny, bo to jest duża pomoc i dlatego jestem spokojny, że to przygotowanie idzie w dobrą stronę. Korzystając z okazji chciałbym też zaprosić wszystkich na tą pielgrzymkę. 28 lipca wychodzimy a 5 sierpnia wchodzimy na Jasną Górę. Sam ze swojego doświadczenia wiem, że podjęcie decyzji „czy pójdę?” nie jest łatwe. Dużo pojawia się takich wątpliwości „czy dam radę?”, „czy sobie poradzę?”. Zostawić to. Są osoby, które pomogą. Nie przejmować się, bo jeśli ktoś nie będzie dawał rady, to może sobie jakiś etap przejechać. Być odważnym, nie lękać się, ale spróbować. W zeszłym roku z Wrześni szła po raz pierwszy w życiu na pielgrzymkę 70-letnia pani Olga, która wśród wszystkich wzbudziła wielki szacunek. Była także dla wielu młodych, również i dla mnie taką motywacją, kiedy czasami nie miało się sił, wystarczyło spojrzeć właśnie na nią i szło się dalej! Także wiele osób, które raz poszły i chwyciły tego „bakcyla” nie wyobraża sobie teraz spędzenia wakacji bez pielgrzymki. A Ci którzy nie mogą, a chcą się z Matką Bożą spotkać mogą jechać 5 i 6 sierpnia. Jest organizowana pielgrzymka autokarowa na powitanie pielgrzymów. Tak więc jak nie pieszo to autokarem można się wybrać, więc bardzo serdecznie wszystkich zapraszam. 


Czy w swoim życiu był ksiądz na jakieś dłuższej pielgrzymce? Może Watykan albo Santiago de Compostela?

O Santiago niewątpliwie myślałem, ponieważ będąc we Wrześni kilka osób z młodzieży było  tam latem na pielgrzymce. Moi uczniowie także z całą rodziną się wybrali i pokonali ten trud. Ja ze względu na ograniczony czas jestem otwarty na Santiago, ale to wtedy, kiedy nie będę odpowiedzialny za Jasną Górę. Będzie wtedy łatwiej to zorganizować. Także dłuższe pielgrzymki dotychczas nie, ale autokarowe tak. Muszę przyznać, że taką wielką radością było to, że w pierwszych miesiąca w którym zacząłem moją posługę we Wrześni ministranci, za których byłem odpowiedzialny, wygrali konkurs. W nagrodę pojechaliśmy na pielgrzymkę do Włoch. Byliśmy w Asyżu, Padwie, oczywiście Rzym i Watykan, Manopello, Lanciano, San Giovanni Rotondo. 

Jakie słowa zamieścił ksiądz na swoim obrazku prymicyjnym i dlaczego właśnie takie?

To są słowa z Psalmu 28 „Pan moją mocą i tarczą. Moje serce Jemu zaufało”. Tak sobie myślałem, że nie bez przyczyny mówi się, że teologię studiuje się na klęczkach, bo w seminarium jest wiele czasu na modlitwę, na rozważanie Słowa Bożego, i zawsze był mi bliski Św. Jan Paweł II. Pamiętamy jego „Totus Tuus”, zawierzenie całego życia Matce Bożej, czy też ten Jego kult, który szerzył – miłosierdzia Bożego i te słowa „Jezu ufam Tobie”. Gdy trafiłem na te słowa z Księgi Psalmów, to wiedziałem, że to jest to co będzie określało moje kapłaństwo, i tak jak mówiłem w niedzielę na kazaniu – wielokrotnie się przekonywałem i przekonuję po dziś dzień, że jeśli się Jemu zaufa, jeśli postawi się Pana Jezusa na pierwszym miejscu, to można się właśnie przekonać o tym, że On jest, że On pomaga, że On prowadzi i nie zostawia człowieka samego. I właśnie gdy się czasem jest w takich sytuacjach „podbramkowych” to okazuje się, że On jest tarczą i gdy się Mu zaufa to poprowadzi.

I na koniec jeszcze jedno pytanie. Czego chciałby ksiądz, aby życzyć na dalszą drogę powołania?

Wytrwałości, Bożego błogosławieństwa i tak jak mówią moi znajomi – żeby mi nie zabrakło tego zapału, który jest we mnie i żeby dobre owoce ta moja posługa wśród was przynosiła.

W takim razie tego wszystkiego księdzu życzę z całego serca.

Bardzo dziękuję.

Z księdzem Michałem Bubaczem rozmawiał Mateusz Syryczyński.




Share on Google Plus

About Przemysław Bohonos

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz