Tak Hieronim Paczanowski wspominał walki o Inowrocław


W grudniu 1918 roku wybuchło Powstanie Wielkopolskie. Dzięki udanym akcjom stopniowo zwiększało się nasze wyposażenie w broń i amunicję. 


Bartłomiej Grabowski
Nadgoplańskie Towarzystwo Historyczne

Dotychczasowe powodzenie zachęcało nas do dalszych wypadów przeciw Niemcom. Kolejnym czynem naszej grupy bojowej było rozbrojenie na ówczesnym placu Klasztornym (późniejszym Obrońców Pokoju) 3 żołnierzy Landszturmu. Z przestraszonymi kolonistami z okolicznych gospodarstw, powołanymi pod broń, nie poszło nam trudniej niż w poprzednich wypadkach.

Drugiego stycznia 1919 roku bojówka nasza uczestniczyła w zajściach pod budynkiem poczty przy ówczesnej ulicy Fryderykowskiej (późniejszej królowej Jadwigi). m.in. został tam ranny w nogę nasz współtowarzysz Mieczysław Rodziński. 

Oprócz niego pamiętam tez uczestniczących w tej akcji braci Kanciaków, Rogowskich, Buraków, Czarneckiego, Stylego, Bryla, Karskiego, Chudyszewicza, Springera,Szczepkowskiego... Znając dobrze język niemiecki sam przemawiałem wówczas do otoczonych przez tłum, uzbrojonych żołnierzy niemieckich. Mówiłem im o abdykacji Wilhelma Ii, o rewolucji w Niemczech, o rozszerzeniu się powstania wielkopolskiego i pogromie Grenzschutzu. Apelowałem o zaniechanie oporu, bo i tak dni garnizonu inowrocławskiego są policzone...

Kolejnym czynem naszej bojówki po chwilowym opanowaniu sytuacji w mieście przez silny garnizon niemiecki, było przecięcie obok restauracji Muchy wodociągu, dostarczającego wodę do koszar 140 pułku. Akcja się powiodła i koszary przy ul. Dworcowej przez dłuższy czas były bez wody.


Kopia komunikatu po rozmowach przedstawicieli miasta z dowództwem niemieckim w dniu 2 stycznia 1919 r. Stwierdza on, że "Zasępca II Korpusu Armii Wyraził gotowość przedstawić w Szczecinie życzenie tutejszej polskiej ludności, żeby w najbliższym czasie rozwiązać garnizon Inowrocławia jeżeli nie składa się on z mieszkańców tutejszego; ich miejsce zajęliby ochotnicy z Inowrocławia i okolicy". Był to oczywiście manewr obliczony na zyskanie na czasie.

Nadszedł pamiętny dzień 5 stycznia – dzień bitwy o miasto połączonych oddziałów z Gniezna, Strzelna, Mogilna i Kruszwicy oraz naszych grup działających w Inowrocławiu. Całość walk koordynował ppor. Paweł Cyms z Gniezna, miejscem jego dowodzeni był Rąbin. W trakcie walk doszlusowały oddziały z Pakości i Janikowa. Niemcy umocnili się szczególnie na dworu kolejowym, w koszarach i w kilku innych punktach strategicznych w mieście.

Nasza grupa zajmowała pozycję na lewym skrzydle pod wiaduktem i ryglowała dworzec. Było nas 30 chłopa, pod dowództwem sierż. Mieczysława Ekerta. 

Wyznaczono nam zadanie niedopuszczania pomocy placówce niemieckiej na dworcu, który był obiektem kilku zawziętych ataków nacierających z okrążenia od strony szosy bydgoskiej oddziałów powstańczych. Walki ogarnęły całe miasto. Powstańcy stopniowo opanowywali jeden punkt oporu po drugim – pocztę, magistrat, sąd, elektrownię, gazownię. Tylko o dworzec, który przechodził z rąk do rąk toczyły się najkrwawsze boje. Padło wielu powstańców, ale i po stronie niemieckiej były znaczne straty. Niemcy górowali dzięki lepszemu uzbrojeniu. Nasi nadrabiali niedostatki broni, amunicji i wyszkolenia bojowego – odwagą i brawurą.

Kiedy odcięto dopływ prądu i gazu do koszar, a Niemcy zrozumieli, że są wyparci z całego miasta i otoczeni na dworcu i w koszarach, wysłali parlamentariuszy.

 Pertraktacje trwały długo, gdyż mjr Grolman, spodziewając się odsieczy z Bydgoszczy, chciał zyskać na czasie. Zdecydowana postawa polskiego dowodzenia sprawiła jednak, że Niemcy poczuli się zmuszeni ustąpić z miasta. Zawarte porozumienie gwarantowało im., dla uniknięcia dalszego przelewu krwi, wymarsz całym pułkiem z bronią w ręku, pod eskortą polskich oddziałów w stronę Bydgoszczy. Wycofali się, wśród objawów wrogości, następnego dnia – 6 stycznia wieczorem. Zamiast do Bydgoszczy odsunęli się tylko do Złotnik Kujawskich, gdzie się okopali i zajęli pozycję obronne.

Tymczasem powstańcy opanowali koszary, gdzie odkryli jeszcze znaczne zapasy karabinów, amunicji i granatów. W oparciu o to uzbrojenie zaczęto formować pierwsze oddziały Batalionu Grenadierów Kujawskich, które niezwłocznie opuszczały miasto, udając się na linię walk tworzącą na długie miesiące między Tarkowem, Lisewem Kościelnym i kilku dalszymi miejscowościami na front kujawski.


Opracowanie Bartłomiej Grabowski, w oparciu o wspomnienia powstańca wielkopolskiego Hieronima Paczanowskiego, napisane w 53 rocznicę czynu zbrojnego w lokalnej prasie, wyd. w styczniu 1971 r.
Share on Google Plus

About Przemysław Bohonos

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz