Łukasz Religa o rozmytym dyskursie publicznym

Przez trzy godziny uczestniczyłem w spotkaniu związków zawodowych z wojewodą kujawsko-pomorską Ewą Mes. Muszę przyznać, że przebiegło ono sprawnie i z każde wypowiadane przez związkowców zdanie pogłębiało moją wiedzę. Zainteresowanie dziennikarzy było znikome, a mi udało się jako jedynemu dotrwać do końca.

W osamotnieniu przyszło mi słuchać o sytuacji pracowników PKP Cargo, Poczty Polskiej i Enea, czyli przedsiębiorstw, gdzie za kilka tygodni może dojść do strajków. Zapewne, gdy pogotowie strajkowe zostanie ogłoszone (w PKP już to nastąpiło), to pojawi się w mediach wiele niezwykle blisko odzwierciadlających tę sytuację komentarzy.

Dlaczego o tym piszę? Gdy czytam w mediach, a także prywatne opinie dziennikarzy, o tych protestach co dzisiaj mają miejsce, to pojawiają się mądrości, których nie powstydzili by się greccy filozofowie. Problem tylko w tym, że są one nie na temat. Dość duży chaos w mediach panuje na temat protestów rolniczych, gdyż o najważniejszych postulatach się prawie nie mówi, za to dużo uwagi poświęca tym mało istotnym. Dowiedziałem się ostatnio, że w Bydgoszczy rolnicy protestowali, bo domagają się odszkodowań za zniszczenia spowodowane przez dziki. Tyle, że w kujawsko-pomorskim właściwie ten problem nie istnieje, a już na pewno nie na taką skalę, aby rolnicy wyjeżdżali na ulicę ciągnikami protestować. Owszem chcą oni, aby wybić dziki ze wschodu, które mogą być zarażone ASF, ale to jest postulat logiczny i prewencyjny, bo jeżeli one rozprzestrzenią Afrykański Pomór Świń do naszego regionu, to przyniosą miliardowe straty dla rynku wieprzowego (dziki mogą zarażać świnie).

Najbardziej istotnym postulatem rolników jest kwestia obrotu ziemią, gdyż za chwilę zgodnie z umową z Unią Europejską wprowadzony zostanie swobodny obrót ziemią. Jako, że polscy rolnicy są biedniejsi od tych z zachodu, to nie będą wstanie rywalizować z sąsiadami jak równy z równym. Dyskusja o tym powinna się jednak w mojej opinii odbyć w maju, gdy wybieraliśmy reprezentacje w Parlamencie Europejskim, gdyż zmiana tych regulacji wymagałaby działań w Brukseli i Strasburgu. Wówczas jednak opinia publiczna tym tematem nie była zainteresowana.

Nikt nie chce dzisiaj rozmawiać też tym, że polscy rolnicy nie są wstanie sprzedać swojej wieprzowiny po rosyjskim embargu, a my jemy głównie mięso z krajów zachodnich, o czym nawet zbytnio nie wiemy. Z jednej strony nie ma obowiązku prawnego, aby kupujący znał pochodzenie mięsa, zaś z drugiej nie widać w debacie publicznej potrzeby promowania patriotyzmu gospodarczego, co jest bardzo popularne w krajach najlepiej rozwiniętych gospodarczo – chociażby u naszych sąsiadów Niemców.

Wracając jednak do dzisiejszego spotkania, to na pewno ciekawą kwestią z punktu widzenia ekonomicznego jest Poczta Polska, która ostatnio przegrała przetarg na przesyłki dla KRUS. Jak dobre wiemy wcześniej wolny rynek wymusił przekazanie korespondencji sądowej prywatnemu podmiotowi, który miał duże problemy, aby utrzymać jakość świadczonych usług (jak pamiętamy dochodziło nawet do sytuacji zagubienia korespondencji). Znam kilku prawników i ich relacji wnioskuje, że z tą jakością nadal jest problem, gdyż niedotrzymywanie terminów przez dostarczyciela prywatnego potrafi utrudniać wykonywanie czynności prawnych.

Wprowadzenie zasady wolnego rynku przy dostarczaniu przesyłek niesie za sobą także koszty społeczne. Poczta Polska zatrudniając pracowników na umowy o pracę jest mniej konkurencyjna wobec firm, które mają niższe koszty, gdyż stosują tzw. umowy śmieciowe, na czym najbardziej tracą pracownicy. W rezultacie poczta zmniejsza zatrudnienie i zwiększa zakres obowiązków tych co dalej pracują w jej szeregach, co niesie się także z kosztami społecznymi.

Nie jest to jednak problem nowy, gdyż podobne opinie padały w kwestii przetargów na inwestycje drogowe. Uczestnicząc w spotkaniach organizowanych przez związki pracodawców wielokrotnie słyszałem, że firmy chcące zatrudniać pracowników na umowy o pracę praktycznie nie mają szans wygrać przetargu, gdy głównym kryterium jest cena. Padały wówczas postulaty, aby w przetargach uwzględniać także zasady zatrudnienia pracowników. W pewnym sensie to zostało uwzględnione, gdyż zmieniono prawo o zamówieniach publicznych. Miało to miejsce jednak w mojej opinii dość późno, gdy było już po dużych inwestycjach przygotowywanych na turniej piłkarski Euro2012.

Ponadto przykład Poczty Polskiej może pokazać, że mimo nowelizacji ustawy o zamówieniach, nie musi się zbytnio w tej kwestii poprawić, gdyż jeżeli prywatny wykonawca usług pocztowych dla KRUS nie spełni swoich oczekiwać, to będzie doskonale widać, że nadal ten system zamówień nie działa jak należy (nie miałem jeszcze czasu, aby przyjrzeć się jakie umowy stosuje firma, która będzie obsługiwać KRUS).

Zdaje sobie sprawę, że o podjęcie rzeczowej dyskusji w tych sprawach może być trudno. Po pobieżnej analizie dzisiejszych publikacji medialnych wnioskuję, że najważniejszym problemem dnia jest to czy premier Ewa Kopacz dobrze zrobiła, że przyjęła premiera Victora Orbana, a nie zbojkotowała go jak to zrobił Jarosław Kaczyński. Ten trudny dylemat dla osób zajmujących się dyplomacją jest jednak sprawą prostą. Jeżeli bowiem komuś polityka Orbana się nie podoba, to powinien w rozmowie z nim przekonywać go do swoich poglądów. Niby w dyplomacji wydaje się to oczywiste, ale w ogólnym dyskursie publicznym to wcale takie nie jest.

http://blog.wirtualnemedia.pl/maul/post/rozmyty-dyskurs-publiczny

 

Łukasz Religa

Share on Google Plus

About Admin

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz