"Z Gleby Kujawskiej" fragmenty

Zainspirowani zamieszczonymi fragmentami na łamach Portalu Kujawskiego, co tydzień w niedzielę postanowiliśmy, że będziemy udostępniać w częściach fragmenty  liczącej ponad 100 stron rozprawy pt. "Z Gleby Kujawskiej" autorstwa Stanisława Przybyszewskiego dedykowanej Janowi Kasprowiczowi.

 

 

"Czem jest ziemia rodzinna dla zwykłego człowieka? Łączą się z nią pewne osobiste wspomnienia, które już ziemi nie tyczą, ale zewnętrznych losów człowieka. Dajcie mu ołówek w rękę, a będzie umiał narysować mniej lub więcej wiernie cały krajobraz:paru kreskami naznaczy góry, w ten lub ów sposób spiętrzone, będzie umiał naznaczyć, że tu lub owdzie stał ten a ten dom-roztkliwi się na wspomnienia, że tam się bawił, a tam cierpiał, ale to wszystko nie da najmniejszego pojęcia o ziemi, co najwyżej da nam zewnętrzną linię tego, co człowiek ten w młodości swej przeżył”

"Ziemia, która Kasprowicza wydała, to trójkąt obwodu paru mil kwadratowych pomiędzy Inowrocławiem, Gniewkowem, a pramatką, kolebką ojców naszych – Kruszwicą. Cały ten trójkąt, którego postawę stanowi Inowrocław i Gniewkowo, a wierzchołek Kruszwica, przerznięty jest Gopłem – morzem polskim, jak je kiedyś nazywano. Lasy wycięto. Gopło opada coraz więcej i tworzy na milę długie i szerokie bachorze, porosłe wysokiem zielskiem, w których grzęźnie i plącze się noga, gdy się chce przez nie przedrzeć, krzewy ostu i pokrzyw ranią ręce, a nawet sięgają po szyję, a na miękkiej bagnistej ziemi idzie się jak po niezmiernie bogatym a głębokim kobiercu wschodnim.

Czasem tam człowiek zapadnie, czasem koń na kark ugrzęźnie, że go i dziesięciu chłopów wydostać nie może, ale to nic.   Pełno tutaj stawów i bagien – w ciemnych nocach przelatują tu duchy masonów, błędne ogniki prowadzą chłopów, wracających z odpustu lub karczmy na najgłębsze zatory bagien – ale to nic.  Po rowach i kanałach niema mostów, zaledwo jakaś krucha, zmorszona belka służy za przejście dla ludu, raz poraz ktoś się zwali, skąpie się lub utonie w głębokim kanale, jedzie się bryczką, trzeba daleko objeżdżać i przy ujściu kanału przez Gopło broczyć-po nocach włóczyć się po ścieżkach wzdłuż głębokich kanałów, z których torf wykopano-lada chwila na łeb na szyję zaprzepaścić się można w otchłannej ich głębi-ale i to nic.

Bo to co autochtona, syna tej ziemi przede wszystkim charakteryzuje, to niesłychany fatalizm życiowy, dziwna a smutna rezygnacja, co ręce roztwiera i na piersiach je krzyżuje.

Tak Pan Jezus chciał!

Tuż pod Szarlejem, gdzie mistyczny książę Szarlejko miał swój warowny gród, gdzie Władysław Biały, książę Gniewkowski, dłuższy czas przebywał, przerzyna się przez odłogi, bachorze, i morze zielska Noteć, by wpłynąć w małe Gopło, które również z roku na rok opada, tworząc wysokie brzegi, na których rosną niebotyczne srebrzyste topole. To już rozpoczyna się urodzajna ziemia, a kiedy na Św. Piotra i Pawła z okolicznych wsi lud jedzie na odpust do Kruszwicy, raduje się złocistem żniwem jędrnej, pszenicznej ziemi.

Lasem tatarku, trzciny i sitowia kończy się małe Gopło-potem kanał dawno zamulony, poprzez niego prowadzi mostek, który dziwnym cudem się jeszcze utrzymał. Potem ścieżka wzdłuż długiego, urodzajnego pola, żytem obsianego, tuż przy rozległych torfowiskach, potem rozstajna droga, gdzie się powiesił torfiarz Piernik, co na wszystkich weselach drużbował i padł ofiarę swego zawodu, bo się doszczętnie rozpił-ta wielka, biedna, rozstajna droga, na której przy zmurszałej wierzbie siedzi święta, a biedna, przykucnięta dola Kujawiaka- no i droga poprzez dziadowskie morze, poprzez morze piasków, na których chyba łubin jeszcze tylko się rodzi, przy drodze jeden dom z wiecznie zamkniętemi okiennicami-ponoć tam czarownica mieszkała-jeszcze kilka porozrzucanych chat Sikorowa, które kiedyś Fryderyk Wielki zakolonizował- a  teraz wyciągniętą struną długą drogą, obsadzona przeróżnem domostwem: to Szymborze. Tu urodził się Jan Kasprowicz.

 

I wokół roztacza się ogromna przestrzeń, pierwotna, bez konturów, zlewająca się na krańcach czarnym szlakiem ugorów z błękitnym niebem.  Jak daleko oko sięga, gładka jak stół-cicha, a bezbrzeżna melancholia, co duszę na miękki mol nastraja i ją kołysze w głęboką zadumę. Często kusiłem się, by słowem opisać czar tej ziemi.

Powtarzam to, com ostatnio pisał w powieści mej “Synowie Ziemi”.

 

Kolejne fragmenty już w niedzielę 1 marca.

Share on Google Plus

About Admin

    Blogger Comment
    Facebook Comment

0 komentarze:

Prześlij komentarz